
Realizacje · 06.06.2026
Wesele w dwóch językach, trzech strojach i jednej bryczce
Są wesela, które filmuje się w stałym rytmie. Wejście, ceremonia, tort, tańce i do widzenia. Wiem, co będzie, zanim to będzie. Ustawiam się z kamerą tam, gdzie zawsze, i czekam na to, co zawsze.
A potem trafia się Hannah i Jakub. Wesele w Tatrzańskim Borze nie zmieściło się w żadnym rytmie. Z tego powstał dokumentalny film ślubny, który obejrzycie na końcu tekstu.

Wesele w Tatrzańskim Borze, czyli trzy języki naraz
Małe Ciche, Tatrzański Bór, lato. Połowa gości z Polski, konkretnie z Podhala, więc nie tyle po polsku, co po góralsku. Druga połowa z Ameryki, po angielsku. Ksiądz prowadził ceremonię po angielsku, kapela śpiewała po góralsku.
Ja, filmowiec z Krakowa, stałem pośrodku tego wszystkiego i co jakiś czas podchodziłem do Amerykanów z pytaniem: „sorry, co oni właśnie powiedzieli?”. Oni pytali mnie o to samo.
Nikt do końca nie rozumiał wszystkiego, ja też. Z gośćmi rozmawiałem po angielsku i po polsku, ale po góralsku nie umiem i czasem po prostu nie rozumiałem górali. I chyba właśnie dlatego wszyscy słuchali uważniej niż zwykle.

Kim jest Hannah i czemu to nie było zwykłe wesele za granicą?
Hannah jest Amerykanką i nauczycielką plastyki. Maluje, robi ceramikę i witraże, buduje z Lego. Ta kobieta nie potrafi patrzeć na świat bez potrzeby nadania mu jakiejś formy.
Jakub jest Polakiem, który wychował się w Stanach. Kocha starą motoryzację i obróbkę metalu, a co ważne, sam zrobił obrączki. Ręcznie, z detalami.
Razem prowadzą konto @hannahandjakubcreations. To nie przypadek, że mają wspólne konto twórcze. Oni tak po prostu funkcjonują.
Hannah od lat fascynuje się kulturą góralską, szczególnie malowanymi sukniami ślubnymi. Nie wiem, kiedy dokładnie to się zaczęło, może przy pierwszym przyjeździe do Polski, może wcześniej. Tego dnia miała na sobie suknię malowaną przez Annę Maryniarczyk-Kubińską.
Każdy gość z Ameryki miał góralski strój. Każdy. Ona to załatwiła, dla wszystkich.
Stroje zrobiły furorę, Amerykanie je pokochali. Przy wiązaniu kokard, zakładaniu gorsetów i zapinaniu pasów była za to wielka konsternacja. Wtedy rodzina Jakuba okazała się bardzo pomocna i jedni ubierali drugich. Zabawne, jak ich to ze sobą zgrało już na start dnia.
To nie było wesele w Polsce. To było wesele do Polski. Różnica jest spora.

Software amerykański, hardware polski
Przyjechali na salę bryczką. Para młoda, rodzice, kapela, drużba, cała karawana. Klasyczne góralskie wejście, robi wrażenie.
I tu zaczyna się mój ulubiony moment tego dnia.
Hannah wysiada z bryczki. Uśmiecha się, wita z gośćmi, jest szczęśliwa i mówi, że idzie na moment poprawić makijaż. Bo tak się robi w Ameryce.
Jest coś, co się nazywa cocktail hour. To godzina między ceremonią a przyjęciem, kiedy goście się kręcą, jedzą przekąski, a para młoda dochodzi do siebie gdzieś z tyłu.
Problem w tym, że goście byli polscy i nie znali tej tradycji. Oni byli gotowi. Kapela była gotowa. Sala była gotowa.
Hannah poprawiała makijaż. Kiedy w końcu weszła, wszyscy zaczęli klaskać i ucieszyli się, że wreszcie mogą zjeść.
Stałem i patrzyłem, jak dwie kultury próbują się zsynchronizować w czasie rzeczywistym. Powiedziałem potem, że to był software amerykański na hardwarze polskim. Kompatybilne, ale trzeba trochę czasu, żeby się załadowało.
Załadowało się. A o 22 zaczęły się odczepiny.
Tak, odczepiny, nie oczepiny, bo u górali welon się odczepia, a nie przyczepia. Przez następne dwie godziny wszyscy tylko tańczyli, a kapela góralska przygrywała. Wszystko śmigało do rana.

Ceremonia, która mnie zatrzymała
Muszę tu być szczery: robię to od lat i rzadko coś mnie naprawdę zatrzymuje. Ale ta ceremonia mnie zatrzymała.
Drewniany, góralski kościół w Małym Cichym (a może Małym Cichym?). Kazanie po angielsku, z wyczuwalnym amerykańskim akcentem, bo ksiądz przez wiele lat był na misjach w Stanach. Angielskie słowa przysięgi, góralskie pieśni, kapela. Wszystko naraz, wszystko razem.
Hannah stoi i słucha czegoś w języku, który rozumie tylko połowicznie. Ale stoi tak, jakby rozumiała każde słowo. Kiedy Jakub obiecywał, że zawsze ją wybierze, głos lekko mu się załamał, a Hannah trzymała go mocno za rękę i uśmiechała się przez łzy.
Bo pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć.
Prosiłem Amerykanów, żeby mi tłumaczyli, co mówią górale. Oni prosili mnie o to samo. Śmialiśmy się z tego po cichu. Ale nikt nie czuł się zagubiony, bo nastrój jest ponadjęzykowy.
Brzmienie kapeli jest ponadjęzykowe. To, co było między Hannah a Jakubem, też.
Nigdy wcześniej nie nakręciłem czegoś takiego. I szczerze nie wiem, czy jeszcze nakręcę.

Obrączki i detale
Wspomniałem, że Jakub zrobił je sam. Wróćmy do tego, bo to ważne.

Nie „zamówił u jubilera z własnym projektem”. Sam. Ręcznie. Dopracowane, pełne detali.
Ten człowiek uczy się nowego rzemiosła, kiedy chce komuś zrobić prezent. Takie rzeczy powiedziała mi o nim Hannah.
Kiedy obrączki zrobił sam pan młody, wiecie już dużo o tym człowieku. I o tym weselu w Tatrzańskim Borze.
Film Hannah i Jakuba
Jeśli planujecie wesele w górach, napiszcie do mnie. Szczególnie jeśli w Waszym dniu dwie kultury, dwie rodziny albo dwa języki będą musiały jakoś znaleźć wspólny rytm. To właśnie lubię filmować najbardziej.
Inne historie par obejrzycie w moich Historiach.
W skrócie
- Para: Hannah i Jakub
- Ślub: drewniany kościół góralski w Małym Cichem
- Wesele: Tatrzański Bór, Małe Ciche
- Termin: lipiec 2025
- Film: Signature Film, highlight na YouTube (3 minuty 41 sekund), film na YouTube
- Rodzaj filmu: dokumentalny film ślubny
- Styl dnia: ślub polsko-amerykański z góralską oprawą, ceremonia po angielsku, kapela po góralsku, wjazd bryczką, odczepiny zamiast oczepin, suknia malowana przez Annę Maryniarczyk-Kubińską
Autor ONEFILM
Marcin Bieliński
Dokumentalny film ślubny tworzę osobiście. Od pierwszej rozmowy, przez wywiady w dniu ślubu, po kształt gotowej narracji. Osiemnaście historii rocznie, nie więcej. Poznaj proces →
